historia bez końca.

carpe diem.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Inga zaraz po wyjściu Piotra do pracy doszła do wniosku, że mimo tej wspaniałej nocy z Piotrem czuje się przybita i potrzebuje rozmowy i rady. Bez chwili zastanowienia ubrała się i zerkając na zegarek wyszła z domu. Dochodziła 16, Wiki powinna już być w domu. Piotr i tak ma nocną zmianę w pracy więc nie chciała spędzać wieczoru samotnie. Choć z drugiej strony strasznie tęskniła za przyjaciółką. Gdy dotarła na miejsce zapukała nieśmiało, drzwi otworzyła jej Wiki, która na jej widok rzuciła się jej na szyję.
Wiki: Inga! O matko kobieto jak ja dawno Cię nie widziałam!
Inga: Przepraszam ale tyle się u Mnie ostatnio działo że...
Wiki: Oj nie szkodzi wszystko nadrobimy, ale zaraz czemu Ty płaczesz?
Inga: Mama wyrzuciła mnie z domu...
Wiki: Właź zaparzę herbatę i wszystko i opowiesz...
Dziewczyny rozmawiały do późnej nocy, każda powiedziała drugiej co się działo u każdej z nich a na koniec na wzajem szukały rozwiązań. Mama Wiki, która także dowiedziała się o sytuacji Ingi postanowiła jej pomóc i porozmawiać z jej matką, choć podkreślała iż nie będzie to łatwe. Zaproponowała jej także nocleg za co Inga była bardzo wdzięczna i poinformowała o tym Piotra by się nie martwił. Mimo tyj całej dobroci otrzymanej od tych dwóch kobiet Inga i tak czuła że rozmowa matki Wiki z jej matka nie przyniesie skutku. Póki Ona sama tego nie zrobi. Zrobi to. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie...

***


Cassie zamurowało na widok Roberta siedzącego na przeciw jej przyjaciółki, w dodatku trzymającego ją za kolano a Ona z kolei jawnie go kokietowała. Co ten człowiek tu robi? Przecież miał się wyprowadzić! Najwidoczniej tego nie zrobił. Z zamyślenia wyrwał ją głos Izy
Iza: A wy się znacie?
Cassie: No tak jakby...
Robert: Tak jakby? Cassie nie bądź taka skromna...
Iza: No to powiecie mi czy nie?
Cassie: Robert to mój znajomy. Miał się wyprowadzić ale chyba coś mu się nie udało...
Robert: Tylko znajomy? Cassie nie kręć ...
Cassie: Dobra mam tego dosyć. Idę, jakby co wiesz gdzie mnie znaleść Iza.
Wyszła. Nie wierzyła własnym uszom w to co usłyszała. Nic się nie zmienił tak samo chamski, pewny siebie i przystojny. Tak to gubiło wszystkie dziewczyny, nawet ją. I widocznie haczyk połknęła Iza. Musi ją z tego wyciągnąć zanim będzie za późno...

***

Iza była wstrząśnięta całym zajściem w kawiarni. Cassie zna Roberta?! I to chyba dość dobrze, ale sądząc po jej minie nie była z tej znajomości zadowolona. Nigdy nie wspomniała o Nim a przecież są przyjaciółkami i mówią sobie wszystko. Z drugiej strony Robert też dziwnie się zachowywał. Nie wiedziała co o tym myśleć, postanowiła porozmawiać z Cassie. Pożegnała się i wyszła z kawiarni.
Tagi: rozdział 18
31.08.2011 o godz. 19:43
Po tych wszystkich wydarzeniach Cassie bądź co bądź musiała wrócić do codzienności. Liceum, dom, liceum a Kamil na uczelnie. Niby to tylko były zaręczyny, ale Cassie nie mogła do tej pory w to uwierzyć i spoglądała na swój pierścionek z podnieceniem a czasem nawet z niedowierzaniem. Mimo tak bezgranicznego szczęścia miała dziwne przeczucia, że coś się wydarzy i to nie będzie nic dobrego. Gdy wychodziła z budynku liceum zadzwonił telefon. To była Iza
"Musimy się koniecznie spotkać!"

***************

Ingę obudziły pierwsze promienie słońca przebijające się przez zasłony. Otworzyła oczy i gdy rozejrzała się wokół stwierdziła że to nie jest jej pokój. I że leży po kołdrą naga?! I wtedy wszystko sobie przypomniała, krzyki jej mamy, Piotra trzymającego ją w ramionach, ich wspólną noc, nie wiedziała co gorsze, że mama ją wyrzuciła z domu czy że nie jest już dziewicą. Przepełniały ją równocześnie dwa uczucia: niepokój i radość. Ale gdy poczuła zapach świeżej kawy i jajecznicy uspokoiła się trochę. Właśnie miała się dźwignąć z łóżka w poszukiwaniu ubrań gdy do pokoju wszedł Piotr w samych bokserkach (Inga stwierdziła że wygląda w nich bardzo seksownie) z tacą w ręku a na niej kubek kawy i jajecznica.
Piotr: Dzień Dobry kochanie. Przyniosłem śniadanko
Inga: Pachnie smakowicie ciekawe jak smakuje
Piotr: To zaraz się przekonamy ;)
I wskoczył do łóżka i razem jedli śniadanie.
Gdy zawartość tacy zniknęła, Piotr spojrzał na nią uważnie.
Inga : Co tam patrzysz? Wyskoczyło mi coś?
Piotr: Nie! Jesteś piękna. Tylko się zastanawiam.... to co między nami zaszło... nie żałujesz? W końcu byłaś... a my tak się pośpieszyliśmy...
Inga: Piotr jeśli bym tego nie chciała to bym tego nie zrobiła. A tak w ogóle to było cudownie.
Przytulił ją mocno do siebie i obsypał pocałunkami...

**************

Pierwszy raz od kiedy Wiki musiała wstawać rano na autobus nigdy nie robiła tego z taką ochotą. Obudził ją słodki sms od Igora " Dzień Dobry ;*" i ta jakże mała wiadomość sprawiła że chciała góry przenosić. Nawet mama coś zauważyła i patrzyła na córkę podejrzliwie, lecz nic nie powiedziała, a Iza była zbyt zajęta rozmyślaniem o umięśnionym ciele Roberta, że nie zwróciła by uwagi jakby wybuchł wulkan albo Bóg wie jeszcze co. Wiki bała się o siostrę. Zawsze lubiła przebierać w chłopakach ale zazwyczaj byli w jej wieku bądź 1-3 lata starsi. Ale 27 lat? Wiki jednak nie miała ochoty się już dłużej nad tym zastanawiać ponieważ na przystanku stał On - Igor.

***********

Iza gdy tylko dostała wiadomość od Roberta o spotkaniu na mieście, to wiedziała że dzisiaj w szkole jej nie zobaczą. W sumie zaraz po spotkaniu z Robertem chciała się spotkać z Cassie i jej opowiedzieć o wszystkim. Zaręczyny zaręczynami ale swój przyjacielski obowiązek musi spełnić. Iza pojechała autobusem żeby nie wzbudzać podejrzeń Wiki, chociaż w sumie Ona i tak była zajęta Igorem, lecz Iza wolała dmuchać na zimne. Gdy wysiadła z autobusu poszła w stronę szkoły odprowadzana wzrokiem Wiki, ale na pierwszej uliczce skręciła w inną stronę. Umówiła się z Robertem w jednej z małych przytulnych kawiarń ma kawę a On tam już na nią czekał. Przywitał ją tym swoim czarującym uśmiechem i zawadiackim błyskiem w oku. Iza przybrała pozę kusicielki i podeszła do stolika całując go w policzek na przywitanie. Zdziwienie w jego oczach przyjęła tryumfalnie ale to uczucie zniknęło tak szybko jak uczucie Roberta. Później jednak atmosfera zrobiła się luźna i gdy tak rozmawiali Ona patrzyła na niego kusząco a On gładził jej udo pod stolikiem patrząc na nią prowokująco. I pewnie by tak trwali gdyby nie to że do kawiarni przyszła Cassie z którą się umówiła ale straciła z Robertem poczucie czasu. Gdy Cassie zobaczyła Robeta zamarła z jednej chwili.
Cassie: Robert?!
Robert: Witaj Cassie...Kopę lat co?
Tagi: rozdział 17
14.03.2011 o godz. 17:42
Mama i Tata Cassie właśnie wyjeżdżali do cioci na urodziny. Tak, mimo iż dzień miał być zarezerwowany tylko dla "oświadczyn" to jednak musieli pojechać, bo ciocie jak to ciocie, mają w zwyczaju potem się obrażać, że się nie przyjechało. Cassie stwierdziła, że nie jedzie, że zostaje, bo jeszcze musi trochę porozmawiać z Kamilem. Mama miała fakt faktem dziwną minę, ale tata jej coś szepnął na ucho i się zgodziła. Była jakoś 17. Późny wrzesień, ale mimo wszystko było cieplutko. Słońce grzało jak oszalałe, Kamil i Cassie siedzieli na ławeczce na tarasie przed domem Cassie. Liście drzew w ogrodzie były coraz bardziej żółte, trawa nie miała już takiego soczystego zielonego koloru, ale mimo wszystko widok zachodzącego, przebijającego słońca dawał poczucie bezpieczeństwa. Cassie przysunęła się do Kamila, przytuliła się. On złapał ją za rękę.
Kamil : O czym myślisz?
Cassie : Dokładniej to o nas ...
Kamil : I co wymyśliłaś?
Cassie : Że chyba bez Ciebie już by moje życie nie miało sensu.
Kamil : I wzajemnie.
Przytulili się do siebie i namiętnie pocałowali.

***

Piotr : Skarbie. Nie płacz. Nie ma sensu.
Jego samochód ustał przed jakimś blokiem w Toruniu. z początku Inga nie kojarzyła tego miejsca, nie patrzyla na drogę, jednak im bardziej się rozglądała, tym więcej poznawała. W końcu domyśliła się gdzie jest. Piotr mieszkał w bloku na mieście. Inga spojrzała na niego, uśmiechnęła się przez łzy i posłusznie skinęła głową. Piotrek zaprowadził ją do mieszkania. Mieszkał na ostatnim pietrze. Mieszkanko było malutkie, ale urządzone potulnie. Drzwi wejściowe prowadziły od razu do kuchni, gdzie stała lodówka, gazówka i dwie szafki, a obok stół z dwoma krzesłami. Po prawej stronie od stoły były drzwi prowadzone do małej łazienki z duuużą wanną, która zajmowała 3/4 łazieneczki. Piotr powiedział Indze, że nie musi spać na najdroższym łóżku, ale wannę musi mieć piękną. Obok lodówki były jeszcze jedne drzwi. Na w pół uchylone. okazało się, że jest to główny pokój. Malutki jak diabli, na którego środku stała średniej wielkości wersalka, lampka nocna, obok ścian były dwa regały, zapełnione książkami oraz szafka na której stał telewizor. Gdy Inga usiadła na wersalce, zauważyła okno, które było usytuowane za nią. Z niego roznosił się przecudny widok na całą starówkę oraz na Wisłę. Piotr usiadł obok niej
Piotr : Damy radę. Obiecuję.
Inga : A pieniądze? Skąd ja je wezmę? Przecież nie mogę być cały czas na Twoim utrzymaniu.
Piotr : Mój ojciec, gdy olał mnie i moją mamę, miałem wtedy 15 lat. Nie dałem za wygraną. Jeździłem do niego, błagałem, żeby wrócił i wiesz, on w końcu stwierdził, że jeżeli dam mu spokój i nie będe go nagabywał, będzie mnie utrzymywał. Czyli opłaci mi czynsz i naukę. A ja pracuję. Oprócz studiów, pracuję i dośc nieźle zarabiam jak na pół etatu. Dla Ciebie się też jakaś praca znajdzie, a jeżeli nie, to będę Cię utrzymywał. Obiecuję. Kocham Cię. Na prawdę Cię kocham.
Inga : Ja Ciebie też ...
Pocałowali się. Słoneczne promienie zachodzącego słońca wpadały przez okienko, robiąc romantyczny nastrój. Całowali się cały czas, długo i namiętnie. Leżeli obok siebie na łóżku i patrząc sobie w oczy poznawali swoje ciała i umysły .

***

Wika wróciła w końcu do domu. Była taka szczęsliwa, że aż jej mama coś dziwnie się na nią spojrzała. Dziewczyna od razu wzięła się za odrabianie lekcji. Przychodziło jej to z radością, a nawet łatwością. Nagle zaczęła rozumieć każdy wzór matematyczny. Cały świat wydawał się prostszy dla niej, więdząc, że ma obok siebie osobę, która jest dla niej oparciem, inspiracją i uosobieniem prawdy. Składając ksiązki do szafki i pakując się, spojrzała, że Iza wraca do domu, ale nie sama ...

***

Iza : o jej, przepraszam, nie zauważylam pana. Jaka ze mnie gapa.
N.n : Nic się nie stało. I proszę nie mów na mnie "pan" bo czuję się staro. Mam dopiero 27 lat. To nie jest aż tak dużo.
Iza : Przepraszam Cię. Naprawdę nie chciałam.
N.n : Dobrze, dobrze, to też moja wina, zazwyczaj pojazdy na kółkach mają pierwszeństwo, wtargnąłem na ulicę. Wiesz, po raz pierwszy Cię tutaj widzę.
Iza : Mnie? Ja tutaj chodzę codziennie. To ja Ciebie po raz pierwszy widzę.
N.n : taak? no więc, żeby nie było. Robert jestem. No wiesz, ja się niedawno wprowadziłem do tych nowych bloków obok Twojego osiedla.
Iza : No ja jestem Iza. To może dlatego mnie nie widziałeś nigdy.
Robert : Możliwe, ale sądzę, że zwróciłbym uwagę na taką slicznotkę jak Ty.
Iza zaczerwieniła się lekko. Jednak jego spojrzenie było takie przyciągające, że nie mogła się oprzeć, aby spojrzeć na niego jeszcze raz. Mimo tego, że miał 27 lat, wyglądał bardzo młodo, ale zaraz męsko i seksownie. Spod obcisłej, jasnej koszulki bez rękawów wystawała umięśniona klatka piersiowa i dośc mocno umięśniony brzuch. Miał założoną na koszulkę bluzę z kapturem w kolorze szarym, do tego czarne, trochę zwężane spodnie i białe adidasy. Twarz miał trójkątną, usta dość szerokie i grube, nos zgrabny i duże oczy w kolorze ciemnej czekolady. Krótko ostrzyżone włosy po bokach i roztrzepany irokez na czubku głowy sprawiał, że Robert wyglądał na typowego luzaka. Izie spodobał się komplement, który jej powiedział. Podjechała do niego trochę bliżej, w rolkach sięgała mu do nosa. Nie miała odwagi aby posunąć się w tej znajomości o jeden krok do przodu, mimo wszystko ciągnęło ją do tego aby poznać go bliżej. Wiedziała jakie mogą być tego konsekwencje, wiedziała, co może się stać, jednak to wszystko sprawiało, że on wydawał się jej jeszcze bardziej pociągający. Zauważył to. Spojrzał na nią jak na ofiarę, zdobycz. Zresztą, ona patrzyła się na niego w ten sam sposób. Cóz w niej mógł zobaczyć? Pewną siebie gówniarę, która wie czego chce i nie odpuści póki tego nie zdobędzie. Widział jak jej źrenice powiększają się, zasłaniając prawie w całości jej błekitne oczy, a jej policzki robią się dość czerwone. Stali tak patrząc na siebie dość dobrą chwilę. Jeden próbował wyczuć drugiego, wiedzieli, że taka znajomość to zakazany owoc, ale mimo wszystko obojgu ciągnęło do siebie. Zapadła cisza, której żaden z nich nie chciał przerywać. Pragnęli zostać w tym transie, w jaki wciągnęła ich druga osoba jak najdłużej. Jednak w którymś momencie jakiś samochód na nich trąbnął. Zauważyli, że stoją dość blisko środka jezdni. Na szczęście ruch był mały.
Iza : O jeny, spieszę się do domu, moi rodzice w końcu zaczną się martwić
Robert : Pilnują cię strasznie?
Iza : no trochę, ale zazwyczaj im się nie udaje dopilnować mnie do końca.
Gdy to powiedziała, spojrzała na niego swoim wzrokiem kusicielki. Zauważyła jak to na niego podziała, wiedziała co się stanie. Tak, jego usta się dziwnie rozchyliły, spojrzał na nią jak tygrys na antylopę. Dotknął jej ręki swoją ręką. Tego się nie spodziewała, poczuł jak zadrżała, jak jej ciało zadrżało.
Iza : Odprowadź mnie jeśli masz ochotę .
Robert : A co za to dostanę ?
"Czyli zabawa w kotka i myszkę tak" pomyślała.
Iza : Mój numer telefonu. Może uda mi się Ciebie jeszcze kiedyś spotkać.
Robert : Nawet nie wiem ile masz lat, czy aby na pewno nie będzie to karalne
Iza : nie będzie, 17 mam rocznikowo, więc się nie bój.
Robert : No dobrze.
Odprowadził ją, gdy się żegnali, dziewczyna przejęła stery. Przysunęła się bliżej Roberta i musnęła swoimi ustami jego policzek. Odsunęła się. Ten krok zdziwił go, ale przy okazji sprawił, że on jeszcze bardziej jej pożądał. Wziął numer telefonu, jaki zapisała na małej karteczce, spojrzał na nią i poszedł w swoją stronę. Iza nigdy w życiu nie czuła się tak jak dzisiaj. Tak dziwnie, a zarazem cudownie. Nie myślała nic o Julku, dla niej, to był koniec, przeszłość. Teraz, teraz liczył się tylko Robert.
Myślała, że bajka będzie trwać wiecznie, ale myliła się. Gdy weszła do pokoju, usłyszała groźny głos swojej siostry Wiki .
Wika : Iza ! Kto to był ?
Iza : Robert. A zresztą co cię to?
Wika : Ile on ma lat? Czy Ty oszalałaś? Przecież to stary facet, pewnie ma żonę, albo co najmniej narzeczoną, a może dzieci. Przecież Ty jesteś gówniarą podłóg niego!
Iza : Daj mi spokój. Pozwól cieszyć się chwilą. Potem będę się martwić o to.
Wika : Tylko potem nie do mnie, jak się coś będzie działo.
Iza : A weź się odczep ok ?
Wika : Ostrzegam tylko. Lepiej odrób lekcje.
Wika poszła, a Iza tylko pokazała fakera w jej stronę. Miała za nic słowa ostrzegawcze siostry. Póki co zależało jej tylko na tym, aby jeszcze raz spotkać tego faceta...

Tagi: rozdział 16
19.02.2011 o godz. 20:00
Mina mamy Cassie była bezcenna. Otworzone usta, oczy jak spodki od talerzyków. Cassie ledwo powstrzymała się aby nie parsknąć śmiechem. I tak to wszystko od niej zależy, ale skoro Kamil chciał zrobić to bardziej oficjalnie, to może. Prędzej czy później by się dowiedzieli, a przy okazji i tak nie wiele mogą na ten temat powiedzieć
Mama : Ale przecież wy...
Kamil : Tak wiem, jesteśmy młodzi, ale naprawdę się kochamy, co zapewne sama pani widzi. Mi zależy na szczęściu Cassie i oddam własne życie, aby ona był szczęśliwa, a widzę, że jest szczęśliwa przy mnie.
Tata : Czy wiecie jaka to odpowiedzialność?
Cassie : Tato, my się nie pobieramy już jutro! My po prostu wchodzimy w dalszy etap naszej znajomości, naszego kochania się i miłości. Przecież dobrze wiesz, że wniesie nam to wiele nowego i zobaczymy czy i te obowiązki damy radę spełnić.
Tata : Cóż. I tak niewiele mam tutaj do gadania. Ja zgadzam się, abyś wziął moją córkę za żonę.
Mama : No więc... Kamilu, wiesz, że Cię lubię, a szczęście mojej córki jest dla mnie najważniejsze, więc też się zgadzam
Kamil : Dziękuję.
Cassie : Mamo, siadaj, ja zrobię herbatę
No i gościna trwała dłużej, rodzice rozmawiali z Kamilem na temat jego planów na przyszłość, a dokładniej na temat ich planów na przyszłość ...

***

Inga : Mamo !
Mama : Wynocha mi stąd !
Inga : Mamo przestań !
Mama : Obydwaj! I to już mi natychmiast. Nie chcę ani jednego ani drugiego więcej widzieć w tym domu i na tym podwórku. No już na co czekasz gówniarzu? Pakuj swoje manatki i wynoś się stąd, a Ty z nim razem!
Inga : Jeszcze tego pożałujesz! Nienawidzę Cię! Nienawidzę! Rozumiesz? Nie jestem Twoim pieskiem do pomiatania! Nigdy nim nie byłam, a tymbardziej nie będę!
Mama : Zamknij się !
Inga : Narazie
Inga wsiadla do samochodu Piotrka. Spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy i pojechali razem. Zaczęla płakać, ale ile można tak trwać? Być traktowanym przez matkę jak pies, służący i podnóżnik. W końcu trzebabyło się stamtąd wyrwać. A teraz jest obok niej Piotrek. A do matki się nie odezwie pierwsza. Nigdy więcej!

***

Prezencik, pomyślała Wika. Otworzyła go. W środku było malutkie srebrne serduszko i karteczka z napisem "jesteś cudowna" . Zarumieniła się. Nagle przyszedł sms, od tego nieznajomego "przyjdź na plac" . Zauważyła tylko jak samochód odjeżdża sprzed domu, zobaczyła, że to Julek. A więc jednak miała rację. Iza się z nim pokłóciła i zapewne to skończyła. Jak to zwykle ona. Ale akurat teraz to nie miało znaczenia. Ubrała się w najnowszy t-shirt, ciemne spodnie, adidasy i poszła na plac. Miała może z 7 minut drogi. Zbliżając się do placu, zauważyła postać. "O nie! Oby to nie był on. Przecież to nie może być prawda" jej myśli kotłowały się w głowie. Ale nie chciała poznać przerażenia i zdziwienia, dlatego z kamienną twarzą podeszła bliżej. W duchu była zestresowana i szczęsliwa zarazem. Dziwne uczucie, ale było ono przyjemne. Spojrzała na niego
Wiki : Cześć.
Igor : Cześć ... Podoba się serduszko? I przepraszam, że się tak długo ukrywałem.
Wiki : A więc to Ty? Serduszko jest piękne, ale chyba nie mogę go przyjąć. Wiesz, napewno sporo kosztowało.
Igor : Pięknie w nim wyglądasz. Zresztą, bez niego też. Ale zachowaj je.
Wiki : Ale ...
Igor : Bałem się ujawnić. Zawsze byłaś dla mnie taka tajemnicza, spokojna, skryta. To mnie zawsze w Tobie intrygowało. Ja... Bałem się do Ciebie normalnie zagadać, zawsze traktowałaś mnie jak powietrze, dlaczego?
Wiki : Bo, bałam się ukazać, że mi się podobasz ...
Igor : A więc ja też się Tobie podobam? No, ładna sytuacja wyszła, ale ...
Zbliżył się do niej, do jej ust. Wiki przymknęła oczy. Tak - pierwszy pocałunek i to w dodatku z wymarzoną osobą. Po jednym pocałunku był drugi, trzeci. Nastepnie Igor wziął Wikę za rękę i szli razem, śmiejąc się i rozmawiając ...

***

Iza nie miała już sił. Musiała to jakoś odreagować. Płakać nie będzie po Julku, nigdy tego nie robiła i nigdy nie będzie tego robić. Korzystając z pogody, wzięła rolki i ruszyła przed siebie. Minęła Wikę z Igorem. Usmiechnęla się i pomyślała, że chociaz komuś się udaje. Gdy tak trwała w zamyśleniu, wjechała prosto jakiegoś przechodnia ...
Tagi: rozdział 15
17.02.2011 o godz. 23:40
Właśnie odkładała błyszczyk do kosmetyczki gdy ktoś objął ją łapiąc od tyłu za jej talię .
Kamil: Pięknie wyglądasz
Cassie: Dziękuję.Ty też nieźle się wystroiłeś
Kamil: Bo to specjalna okazja.
Cassie: Moja mama chyba się domyśla.
Kamil: Raz Kozie śmierć. Chodź kochanie.
Zeszli na dół. Obiad zjedli prowadząc zwykłe rozmowy na temat pracy, studiów. Gdy mama Cassie miała już wstawać by pójść zrobić kawę Kamil wstał.
Kamil: Chciałbym dziś państwa o coś zapytać.
Rodzice Cassie spojrzeli po sobie a Kamil zwrócił się do ojca Cassie
Kamil: Wiem, że to może za szybko, że jesteśmy młodzi ale kocham Cassie nad życie i z inną kobieta nie chce dzielić życia. Czy mogę prosić o rękę pańskiej córki?

************

Inga po spacerze z Piotrem zaprosiła go do domu na herbatę. Tak szczerze to chciała żeby poznał jej mamę a ona jego. Żeby nie było później jakiś problemów. Więc szli tak obydwoje przez osiedle trzymając się za ręce. Jednak gdy zaszli do domu Ingi nikogo tam nie było. 'Mama najwyraźniej gdzieś wyszła" - pomyślała sobie Inga. Zrobiła herbatę i zaprosiła Piotra do swojego pokoju. Siedzieli sobie tak na łóżku Ingi popijając herbatę. Piotr wolno i dyskretnie przybliżał się do Ingi, aż obydwoje styknęli się ramionami. Piotr zajrzał jej głęboko w oczy i nie wiadomo kiedy ich usta się spotkały. Inga dała się ponieść pocałunkowi, aż upuściła szklankę z resztą herbaty. Piotr przytulił ją mocno do siebie a ona przylgnęła do niego. Pocałunek stał się głębszy, namiętny, ręce Piotra zaczęły się przesuwać z karku na plecy Ingi. A ona sama czuła się cudownie. Lecz nagle ktoś wszedł do pokoju
- CO TU SIĘ DZIEJE?!

******************

Wiki miała istny huragan w głowie. Jakiś nieznajomy pisał do niej sms i nie chciał się ujawnić. A że jest z natury spokojnym człowiekiem na początku miała do cierpliwość ale teraz to ją zaczęło tylko irytować. Dzisiaj u nich na obiedzie był Julek - chłopak Izy, ale Wiki widząc siostrę doszła do wniosku że ten związek długo nie pociągnie. Iza nie potrafi żyć w stabilnym związku i Wiki dałaby sobie rękę uciąć, że Julek już się Izie znudził. Już po sposobie jak na niego patrzy to widać. Gdy Wiki poszła umyć naczynia a Iza i Julek poszli do pokoju porozmawiać Wiki przeczuwała że to się nie miło skończy. Ale zajęła się naczyniami. Właśnie wyszła wyrzucić śmieci gdy zauważyła coś w skrzynce. Przecież była niedziela skąd tu poczta? To była mała paczuszka zaadresowana do niej. Już wiedziała od kogo to.

**************

Iza czuła się podle. Kolejny chłopak którego po kilku dniach porzuci. To się normalnie stało normą! Ale jak mu to teraz powiedzieć?
Julek: Iza powiesz mi o co tu chodzi?
Iza: O czym ty mówisz?
Julek: No przecież widzę jak się zachowujesz. Odtrącasz mnie czuje to. Co się stało?
Iza: Widzisz ja...
Julek: Co? Masz innego?
Iza: Nie! Ja po prostu chyba nie umiem kochać. Poznaję chłopaka, zauraczam się w nim, dochodzi do pocałunków spotkań i później on po prostu mi się... nudzi
Julek: Czyli ja byłem po prostu twoją kolejną ofiarą taak?!
Iza: Wiem jak to wygląda. przykro mi. Myślałam że tym razem to będzie co innego, ale wyszło jak wyszło.
Julek: Wyszło jak wyszło?! To po cholerę ten cały cyrk z obiadkiem u mamusi?! Myślałem że jesteś inna, a Ty tylko pomiatasz facetami jak marionetkami!
Iza: Julek!

Julek tymczasem wyszedł trzaskając drzwiami. Na dworzu dało się usłyszeć pisk opon. Iza opadła na łóżko. Kolejny zraniony facet do kolekcji. Kto następny?

Tagi: rozdział 14
07.02.2011 o godz. 01:01
taak. Upragniona niedziela. A może tak się tylko im wydawało? Może ten dzień zostanie znienawidzony przez każdą z nich? Nie wiadomo. Zestresowana Cassie zeszła z góry do kuchni. Mama kazała jej odkurzyć pokój, kiedy do drzwi ktoś zapukał
Cassie : Otworzę!
Mama : Okej.
Okazało się, że był to Kamil. Ubrany w czarny garnitur, włosy na żel, jego bursztynowe oczy świeciły jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Cassie zauważyła, że się denerwuje. Ale bądź co bądź musieli powiedzieć w końcu rodzicom. Pocałowała go czule na przywitanie. I razem poszli do kuchni. Mama zauważyła dziwną cichość Kamila. Zazwyczaj śmiał się, żartował. Teraz był spięty, cichy i zdenerwowany. Zagajała o to, ale on odpowiadał półsłówkami. Cassie po 5 pytaniu o jego humor spiorunowała swoją mamę wzrokiem. Zamilkła. Dziewczyna szybko poszła do swojego pokoju, ubrała się w czarne jeansy i czarną bluzeczkę z lekkim dekoltem. Nie zapomniała o pomalowaniu rzęs, oraz dodatkowo machnęła usta błyszczykiem.

****************

W tym samym czasie, Inga była cholernie zniecierpliwiona. Czekała tylko na jakąś wiadomość od Piotra. Ale była wielka cisza. Gdy dzwoniła nikt nie odbierał, na sms-y nie odpisywał. Zdezorientowana w końcu zaczęła płakać. Zapomniała, że jest pomalowana, że na oczach miała tusz do rzęs i kredkę. Całkowicie ją to nie obchodziło. Oczy zaczęły ją piec od ciągłego przecierani ręką, a grudki tuszu uwierały pod powiekami. Leżała na łóżku tak z dobrą godzinę. Nawet nie usłyszała, gdy ktoś wszedł do pokoju. Poczuła tylko ciepły oddech na swojej szyji. Ktoś zakrył jej oczy rękoma. Nagle je wziął
Piotr : Dlaczego płaczesz?
Inga : Piotr! Jesteś! Dlaczego nic nie pisałeś? Co się działo z Tobą?
Piotr : Głuptasie, chciałem Ci zrobić niespodziankę!
Inga : To było bardzo niemądre. Tak się martwiłam!
Piotr : Ale jestem. Rozumiesz? Chciałem abyś się ucieszyła jeszcze bardziej. No, chyba, że się nie cieszysz
Inga : Cieszę się, ale
Piotr : Ojj, cicho bądź
i pocałował ją. Odpłynęła. Całował ją długo, długo. Nagle gdy się oderwał
Inga : Przepraszam. Ciszę się, że tu jesteś
Piotr : No widzisz!
Pocałował ją jeszcze raz, jeszcze dłużej. W końcu poszli na spacer razem po osiedlu. Nie mieli pomysłu, co ze sobą zrobić, w końcu usiedli na ławeczce na placu zabaw i przytuleni do siebie rozmawiali o wszystkim i o niczym..

*********

Wika obudziła się o 5 rano. Coś nie mogła spać. O 7 już przyszedł do niej sms od nieznajomego wielbiciela. Chłopak nie chciał zdradzać imienia, powiedział, że wtedy ona się dowie kim jest, a tego się boi. Pomagała Izie w robieniu obiadu dla Julka. Widziała jaka jest zdenerwowana, że klnie pod nosem na wszystkich. Jej to nie obchodziło. Czekała tylko z niecierpliwością na godzinę 15.

*******

Iza już miała dość dzisiejszego dnia. Najchętniej by olała wszystko i poszła na dwór, albo posiedziała na kompie. Nie lubiła sprzątania, gotowania na te wielkie imprezy, albo coś. Ale cóż, musi się przemęczyć, żeby w końcu jej rodzice przestali ją kontrolować w sprawie chłopaków. Około 11 Julek przyjechał. W czarnym garniturze i zaczesanych na bok włosach wyglądał dość dziwnie. Nagle Iza zaczęła zauważać jego wady. To, że ma krzywy nos, oraz dziwnie wysunięty do przodu podbródek. Nie czuła się pewnie, nie potrafiła nawet zdobyć się na buziaka na przywitanie. Była dla niego oschła i zimna. Zauważył to. Przed obiadem poszli razem na górę do pokoju dziewczyn.
Julek : Co się z Tobą dzieje?
Iza : A coś się dzieje?
Julek : No chyba widzę. Zachowujesz się inaczej niż zazwyczaj. Wogóle jakbyś się nie cieszyła z tego, że mnie widzisz.
Iza nie chciała go teraz zranić. Nie, jeszcze nie. Zresztą zrobi to perfidniej, a nie teraz. Zaczęła się wykręcać
Iza : No co Ty. Wydaje Ci się. Jestem poddenerwowana, bo dzisiaj ten obiad, moja mama wariuje, jakby sanepid miał przyjść. Przepraszam, że Cię uraziłam.
Pocałowała go. Tak leciutko, a zarazem namiętnie. Musiała przyznać, że z wszystkich kolesi których miała ( a trochę się ich do kolekcji nazbierało ) to całował najlepiej i zawsze w pocałunkach z nim odpływała. Skończyła pocałunek. Zeszli na dół na obiad. Podczas obiadu, moja mama tylko zagajała z jakiej rodziny pochodzi, co robią jego rodzice, oraz gdzie on się uczy. Julek zdawał się nie przejmować tymi pytaniami, odpowiadał z wielką uprzejmością oraz cierpliwością. Po obiedzie Iza poznosiła rzeczy do kuchni, nastawiła zmywarkę i zamiotła. Jej mama usiadła w salonie przed telewizorem, ojciec obok niej. Iza z Julkiem poszli do pokoju.
Tagi: rozdział 13
28.12.2010 o godz. 14:56
Wiadomość od Izy wstrząsnęła Cassie. Czy na prawdę tak zaniedbała przyjaciółkę? Czy aż tak się zmieniła? Poczuła się potwornie.Kiedy ostatni raz rozmawiała z Izą i w ogóle z resztą dziewczyn? Muszę to zmienić - pomyślała. W sobotę miała przygotowania do obiadu i w ogóle ale musiała w końcu spotkać się z dziewczynami, a szczególnie z Izą.

***

Sms od Izy był dla Ingi zbawieniem. Musiała komuś w końcu się wygadać, opowiedzieć o Piotrze i w ogóle, Tak to coś dla niej! Zastanawiała się tylko czy Caasie przybędzie...

Sobota.


Wszytkie dziewczyny stawiły się w domu o 15, jak napisała im Iza. Znaczy Cassie i Inga, bo był to bądź co bądź dom Wiki i Izy.
Dziewczyny rozsiadły się w pokoju. Inga z Wiki na kanapie, Iza na drugiej, a Cassie stała w drzwiach.
Iza: Nie usiądziesz?
Cassie: Trochę mi głupio...
Iza: A co jest głupiego w tym że masz usiąść?
Cassie: Nie o to chodzi...
Iza: A więc o co?
Cassie: Chciałam Was wszystkie przeprosić. Ostatnio nie poświęcałam Wam za wiele uwagi, a tyle się działo! Tyle mnie ominęło! Przepraszam!
I rozpłakała się. Dziewczyny podeszły do niej i ją przytuliły.
Iza: Już dobrze. Fakt trochę Nas olałaś, ale my nie umiemy się na siebie gniewać prawda? Przestań dupku. Hej laski ja zabieram Cassie ze sobą musimy nadrobić ten czas, wiele musimy sobie powiedzieć. I ruszyły za drzwi. Poszły w stronę, bagna. Każda opowiadał o wszystkim co się działo w ostatnich dniach. Iza mówiła o randce w którą wciągnęła Ingę, o Julku i w ogóle o wszystkim. Cassie zaś opowiedziała jej o Julku, a gdy wspomniała o wieczornej wizycie i oświadczynach Iza stanęła jak wryta:
Iza: Oświadczył Ci się?!
Cassie: No przecież mówię ;P
Iza: O matko! I co zgodziłaś się? Co na to rodzice?
Cassie: Zgodziłam się, a co na to rodzice to dowiem się jutro.
Iza: I od razu do mnie zadzwoń!
Cassie: Tak myślałam że to powiesz. No jasne że zadzwonię ;)
I ruszyły w stronę domu.

W tym czasie Wiki opowiadała Indze o tym że ostatnio dużo myśli o Igorze, a nawet wspomniała o tajemniczym nieznajomym.
Inga: Domyślasz się może kto to może być?
Wiki: Nie mam zielonego pojęcia. Powiedział, że mam być cierpliwa to dowiem się w swoim czasie.
Inga: Brzmi to romantycznie ale i też groźnie.
Wiki: Wiem, ale coś czuję, że coś z tego będzie.
Inga; Co masz na myśli?
Wiki: Że nie będę żałować tej cierpliwości ;)

Gdy Iza I Cassie wróciły, dziewczyny jeszcze długo rozmawiały, śmiały się, żartowały. Ale Cassie i Inga musiały wracać, ponieważ jutro niedziela, bardzo ważny dzień dla każdej z nich. Więc w dobrych humorach wróciły do domu, choć z niepokojem w sercu przed niedzielnymi zdarzeniami.
Tagi: Rozdział 12
27.12.2010 o godz. 21:21
Cassie czekała rozmowa z rodzicami na temat jej zaręczyn. Ustaliła z Kamilem że zrobią to na przyszłym niedzielnym obiedzie.
Cassie: A jeśli moim rodzicom się to nie spodoba?
Kamil: To Cię porwę i weżmiemy ślub w jakimś małym ustronnym kościółku ;)
Cassie: Głupku ja mówię poważnie.
Kamil: Wiem słonko. Znam twoich rodziców i wiem czego oczekują. Jeśli będą chcieli byśmy zaczekali to zaczekamy że ślubem, narzeczeństwo przecież może trwać spory okres czasu . Dla takiej żony warto jest czekać.
Cassie: Ty lizusie ! ;P
Kamil: Jak Ty mnie nazwałaś?
Cassie: Lizus!
Kamil: nie daruje ci tego! Ha czas na gilgotki!
Cassie: Hhahahaha!

***

Inga leżała na łóżku i rozmyślała o Piotrze. Wyjechał na kilka dni do Zakopanego i dlatego nie mogli się spotkać. Miała wziąć się za naukę, ale nie miała na to ochoty, wydarzenia ostatnich dni bardzo nią wstrząsnęły. Dlaczego jej matka tak się zachowuje? Niedługo kończy 18 lat i nie jest jakąś gówniarą w podstawówki! Eh, i weź tu żyj człowieku. Nagle odezwał się telefon. SMS od Piotrka " W Zakopanem pięknie, szkoda że Cię tu nie ma zrobiłabyś mnóstwo zdjęć. Wracam po jutrze i nie mogę się doczekać spotkania z Tobą ;*" Inga uśmiechnęła się do siebie. A jednak może nie będzie tak źle. Byle do niedzieli ;)

***
Piątek. Iza już tego dnia była kłębkiem nerwów. W niedziele miał do niech przyjechać Julek, a to jedyna szansa by rodzice go zaakceptowali. Dom musiał lśnić i w ogóle. Iza czuła się dość samotna. Zazwyczaj zżyta z Cassie, która teraz ciągle żyła tylko Kamilem, jakby odcinając się od reszty. Zakuło ją to boleśnie. Pozostaje jeszcze problem Ingi. Wpakowała ją w niezłe tarapaty przez tą randkę w ciemno, chociaż z jednej strony wyszło to Indze na dobre? Pozostaje jeszcze jej siostra Wiki. Taka sama. Fakt wiele razy kłóciła się z siostrą ale ona ją broniła przed matką, ale Wiki to nie Inga, na takie swatanie nie pójdzie. Cóż musi po prostu poczekać. Ale jedna ważna kwestia nie. Musiała spotkać się ze wszystkimi dziewczynami i szczerze pogadać. Wzięła telefon do ręki i zaczęła pisać sms'y.

***

Cóż można robić w piątkowy wieczór? Nic. Wiki leżała na kanapie z książką w ręce. Ale czytanie, które zawsze przynosiło ulgę, zapomnienie i przenosiło ją w całkiem inny świat teraz nie pomagało. Zaćmiewał je widok twarzy Igora. - Głupieje - pomyślała. - Po co ja w ogóle o Nim myślę? Przecież on nie zwraca na mnie uwagi. Chyba zaczynam zachowywać się jak zadurzona z miłości Iza.
Odłożyła książkę. I tak nie było sensu jej czytać skoro i tak nie mogła się na niej skupić. Postanowiła pójść na spacer. Niebo było czyste, czarne oświetlone blaskiem gwiazd. W momencie jak wkładała buty zabrzęczał jej telefon. " Hej" napisał nieznany numer. Szybko odpisała " Hej, a z kim mam przyjemność?" i z bijącym coraz szybciej sercem czekała na odpowiedź.
Tagi: Rozdział 11
22.12.2010 o godz. 23:27
Mama Cassie porozmawiała z mama Ingi. Wytłumaczyła jej, że miłość w tym wieku to normalne.

Po tej rozmowie mama Ingi porozmawiała z córka w cztery oczy.
Mama Ingi: Inguś rozmawiałam z mamą Cassie i w drodze wyjątku może się spotykać z Piotrem...
Inga: O... super...
Mama Ingi: Ale... Jeżeli opuścisz się z nauki i nie zdasz matury. Pamiętaj, że jesteś w maturalnej klasie. Jeśli chcesz dostać się na dobre studia, to musisz mieć dobre świadectwo i dobrze zdana maturę. Jeżeli przez spotykanie się z nim, nie zdasz matury to zobaczysz...
Inga: Mamo! Uczę się dla siebie. Wcześniej nie miałam problemu z nauką , to teraz też nie będę miała... Piotr maturę zdał rok temu, jest na bieżąco i na pewno pomoże mi się uczyć.
Mama Ingi: Mam nadzieję. A teraz ucz się i bądź szczęśliwa.
Inga: Dzięki za zrozumienie... muszę iść do Izy i Wiki. Pa!

Szczęśliwa Inga szybko poleciała do domu przyjaciółek. Opowiedziała im cała rozmowę. Iza trochę odetchnęła z ulga. Może nie będzie tak źle i wszystko ułoży się dobrze.

Iza ma Julka, Cassie Kamila, Inga ma Piotra, tylko Wiki nadal była sama. Nie czuła zazdrości, ale głęboko w sercu pragnęła aby ktoś wrescie ją zauważył. Może Igor...
Tagi: Rozdział 10
03.10.2010 o godz. 10:32
Inga wróciła do domu po tym jak odprowadziła Izę na krzyżówki. Pożegnały się, a Iza wróciła do domu. długo nie mogła zrozumieć, dlaczego mama Ingi jest taka. Nie chciała nikogo ranić, ale ta sytuacja ją już trochę przerażała i z każdym dniem coraz bardziej irytowała. Nie wiedziała co ma robić, bała się że mama Ingi nagada coś jej mamie i zaufanie pójdzie gdzieś... po długich rozmyśleniach Iza zasnęła...

***

Cassie tego dnia, gdy Inga miała rozmowę z matką, ona rozmawiała ze sobą. Czas powiedzieć, że Kamil się jej oświadczył, a ona przyjęła te oświadczyny. Nie lubiła okłamywać mamy, a te dwa dni mijały jej dziwnie długo, za długo. W końcu zaczęla rozmowę ...

cdn.
Tagi: rozdział 9
01.09.2010 o godz. 19:26
Q czasie drogi Iza powiedziała Indze o jutrzejszej rozmowie mamy Ingi z matką Cassie. Inga trochę upokoiła się. Musiała wymyśleć kontrargumenty. Gdy obie weszły do domu, matka siedziała w kuchni
Matka Ingi: Po tym jak uciekłaś, nie powinnaś przyprowadzać koleżanek na ploteczki.
Iza: Proszę Pani! Inga zaraz będzie miała 18 lat. Miłość i chłopacy w naszym wieku to normalne. Jest bardzo dobrą uczennicą. Pierwszy raz spotkała się z chłopakiem. A Pani zabiera jej telefon i zakazuje spotykania z chłopakiem. A gdy Pani była w naszym wieku, to zapewne też Pani chodziła na randki.
Matka Ingi: Drogie dziecko! Nie powinnaś się wtrącać w mpje sprawy z córką.
Inga: Ale mamo! Iza o wszystkim wie! Nie sprawiam Ci kłopotów. A jeśli się boisz o to, że od razu będę w ciaży, to się grubo mylisz. Nie zrobię tego z pierwszym lepszym chłopakiem, swój rozum mam!
Matka Ingi: Tak tylko mówiesz...
Iza: To szybciej ja jestem szalona, ale nie Pani córka!
Matka Ingi: Muszę to przemyśleć. A teraz rób co chcesz i znikaj mi z oczu!
Inga: Tylko odprowadzę Izę do domu.
Po wyjściu z domu Inga odprowadziła Izę do domu.
cdn
Tagi: Rozdział 8
29.08.2010 o godz. 14:05
Inga: Dziewczyny pomóżcie!
Iza: Wyglądasz okropnie!
Wiki : Co się stało?
Inga: Miałam poważną rozmowę z matką. Objechała mnie, że wracam późno do domu, szlajam się z chłopakiem. Wszystkiego dowiaduje się od sąsiadki. Chciała mi zabrać telefon. Ale nie pozwoliłam na to. Nie jestem dzieckiem. Uciekłam z domu. Tylko Wy mnie zrozumiecie...
Iza: Nie... !!! To wszystko moja wina, to ja zmusiłam Cię do randki w ciemno.
Inga: Nie obwiniaj się! Nie musiałam się zgadzać. A tak wogóle matka musi zmienić swoje postępowanie wobec mnie. Zaraz będę miała 18 lat. Nigdy tam nie wrócę do domu. Będę mogła zamieszkać u Was?
Wiki: Musisz wrócić! A dom i szkoła? Jutro 1 września. Dziewczyno, nie możesz tak robić. Musisz mi coś obiecać!
Inga: Co?
Wiki: Wrócisz do domu i porozmawiasz z matką jeszcze raz.
Inga: Nigdy!
Iza: Wiesz jakie stosunki mam z matką, ale takich sytuacji nie miałam. Pójdę z Tobą. Zwalę wszystko na siebie.
Inga: Nie wiem czy to coś pomoże. Ale może...
Wiki: Uspokój się, złap oddech, poszukaj kontrargumentów i wtedy pójdziesz z Izą do swojego domu.
Inga:Chyba nie mam innego wyboru.

...

Gdy Inga z Izą poszły do Ingi domu, Wiki wysłała sms-a Cassie co się stało w domu u Ingi. Cassie patrząc na swój pierścionek stwierdziła, że nie wszyscy mają tak dobrze jak ona. Poszła do swojej mamy.
Cassie: Mamuś, mam sprawę.
Mama Cassie: Jaką córeczko?
Cassie: Mogłabyś coś zrobić dla Ingi.
Mama Cassie: Tak, ale przejdź do sedna sprawy.
Cassie: Znasz mamę Ingi. Przyjaźnicie się przecież. Mogłabyś porozmawiać z Panią Zofią, aby nie traktowała swojej córki jak dziecka. Inga dostała zakaz spotykania się z chłopakiem. Przecież to w naszym wieku normalne.
Mama Cassie: Trudna sprawa, ale przezcież masz rację. Ty masz chłopaka i jakoś ja Ci nie zakazuje spotykania z chłopakiem. Jutro do niej wpadnę na rozmowę.
Cassie: Dzięki mamuś! Muszę ratować moją przyjaciółkę.
Szczęśliwa z tej rozmowy Cassie wysłała sms-a Indze, Izie i Wiki.
cdn
Tagi: Rozdział 7
27.08.2010 o godz. 19:58
Cassie wstała około 10. Była dziwnie wypoczęta i szczęśliwa. Świat promieniał jej w oczach. Denerwujący młodszy brat wydawał się dziwnie milutki i nie tak bardzo irytujący. Cassie weszła do kuchni, ze szczęścia aż zrobiła każdemu śniadanie, po śniadaniu pomyła naczynia, posprzątała cały dom. Wszystko co robiła, robiła z dziwną chęcią, radością i wogóle każdym pozytywnym nastawieniem. Jej mama dziwnie się na nią patrzyła, ale co tam. Ważne, że zna Kamila i nawet się dogadują. Napisała sms-a do Izy, Wiki i Ingi o całym zdarzeniu. Niestety nie wiedziała jaką rozmowę miała przed sobą Inga...

***

Inga w tym czasie, gdy Cassie wysyłała szczęsliwe sms-y, ona siedziała skulona na fotelu w salonie. Bała się reakcji swojej mamy. Wiedziała jaka jest. Iza narzekała na swoją, ale Ingi mama była o wiele gorsza i jeszcze bardziej staroświecka. Gdy pani Zofia weszła do pokoju, Indze ugięły się ze strachu kolana, serce biło jak oszalałe, a w oczach pojawiły się łzy zdenerwowania
pani Zofia : Inga, wiesz co sądzę na temat chłopaków
Inga : mamusiu, ale wszystkie dziewczyny w moim wieku interesują się chłopakami, tylko ja nie mogę!
pani Zofia : nie jesteś wszyscy! Jesteś Inga i nie mam zamiaru widzieć cię z jakimkolwiek chłopakiem, a tymbardziej nie mam zamiaru dowiadywać się o tym od sąsiadki! chcesz się spotkać? Wolna droga, ale jak zobaczę Cię na naszym osiedlu jak się miziasz, popamiętasz mnie do końca życia. A teraz za to, że nie potrafisz się przyznać i powiedzieć, kara - daj mi telefon. odechce ci się chłopaków. Marsz do swojego pokoju
Inga : Mamo, nie możesz mi tego zrobić, za miesiąc mam 18 lat, a ty traktujesz mnie jak 12-o latkę! nie mam zamiaru tego dłużej znosić. sama sobie traktuj siebie jak mnie. Koniec tego traktowania mnie jak gówniarę i szmatę do popychania.
Inga wybiegła na dwór. Ze wściekłości kopnęła skrzynkę z kwiatami. Doniczka się przewróciła. Indze zrobiło się głupio. Ustawiła ją i popłakała się.

***

Ostatni dzień wakacji minął Wice i Izie na rozmowie i śmianiu się. Po południu nie wiedziały co mają robić, bo już posprzątały cały dzień, więc zaczęły pakowac się do szkoły. dzień minął spokojnie. Tylko wieczorem zobaczyły Ingę w swoich drzwiach i ... cdn
Tagi: rozdział 6
27.08.2010 o godz. 10:11
Gdy Inga wróciła do domu, było grubo po 11.00. Ze strachem zauważyła, ze mama siedzi w salonie.
Inga: Cześć mamo.
mama: Co tak długo robiłaś? Miałaś być w domu o 9.00, a tu już przed północą!
Inga: Gdy wróciłyśmy z zakupów, zagadałyśmy się z Wiką. Znasz nas. Przepraszam. Już więcej się to nie powtórzy.
mama: Coś mi się wydaje, że nie mówisz mi prawdy, młoda damo. Pani Tuszczykowa, nasza sąsiadka, była dziś na zakupach. I wiesz, co widziała? Ciebie idącym z aręke z jakimś chłopcem! Czy masz zamiar mi coś powiedzieć?
Zapadła niezręczna cisza. Inga puściła wzrok, i powiedziała:
Inga: Iza mnie poprosiła, żebym towarzyszyła jej na randce. Nie widziałam, że miałam się później od niej odłączyć. A że z jej chłopakiem był jego przyjaciel, to zostaliśmy sami. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań. A że nie wiedziałam, gdzie Iza jest, mimo że było późno, zostałam, bo obiecywałam, że wrócimy razem do jej domu. w koncu wróciła, i pojechałysmy do jej domu.
Skłamała. mimo że większość była prawdą, najważniejsze musiała pominać. że sama zgodziła się na randkę w ciemno. Bardzo ją to bolało, ale nie mogła inaczej.
mama: Jak wróciłaś?
Inga: z tatą Julka, chłopaka Izy.
mama: Dobrze, idż już spać, a do rozmowy wrócimy jutro, na spokojnie. Dobranoc.
Inga; Dobranoc, mamo.
Tagi: rozdział 5
26.08.2010 o godz. 23:28
Iza panicznie bała się spotkania z rodzicami. Wiedziała, że jeśli przyprowadziłaby Julka samego, byłoby dobrze, ale jak dowiedzą się, że była z nim teraz na spotkaniu to dadzą jej karę do końca życia. Julek jednak prowadził Izę stanowczo pod drzwi, zadzwonił dzwonkiem. Iza słyszała jak Wika biegnie po schodach na dół, żeby otworzyć, ale ich mama była szybsza. Pani Maria otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się wysoki, ciemny blondyn o zielonych oczach, obok którego stała Iza. Zapanowała krępująca cisza, którą przerwał Julek
Julek : Dobry wieczór. Jestem Julek
P.Maria : Dobry wieczór. Iza, mogłabyś może coś powiedzieć?
Iza : Mamo, no bo ja nie wiedziałam, ale wiedziałam, że się nie zgodzisz, że tak będzie, ja tak nie chcę, bo zawsze jest inaczej i nigdy nic nie mogę, dlatego.
Rozpłakała się, pobiegła na miejsce, gdzie zawsze zapominała o całym świecie. Z zapłakanymi oczami spojrzała na widok. Duże pole, za nim las, a obok jeziorko. Na chwilę zapomniała o wszystkim, spojrzała na dom i drzwi. Julek ostro dyskutował z jej mamą, do tego wszystkiego dołączyła się też Wika, słyszała tylko słowa 'Iza', 'chłopak', '2 miesiące', 'wybacz' . Odwróciła się, taak, ten widok ją odprężał. Usłyszała za sobą kroki. Nagle ktoś zakrył jej oczy. Wiedziała kto to, od razu rozpoznała.
Julek : Twoja mama wysłuchała, Wika Cię trochę usprawiedliwiła i twoja mama powiedziała, że mam w ndz przyjechać na obiad, żeby mogli mnie poznać. Trochę było mi głupio, chciałem odmówić, ale twoja mama jest zbyt stanowcza.
Iza : co? Więc nie jest zła?
Julek : Trochę jest, ale pogadacie i będzie dobrze
Iza : Uwielbiam Cię miśku
Julek : Cieszy mnie to.
Pocałował ją, raz, drugi, trzeci. W końcu jednak przestał, bo jego tata siedział w samochodzie i czekał, żeby odwieźć Ingę, Piotra i jego do domu. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. Tylko, że Iza jakoś się dziwnie ociągała...

***

Inga przez tą cała akcję z mamą Izy siedziała z Piotrkiem w samochodzie. Bała się o Izę, chciała z jednej strony iść i coś sama dodać, już miała praktycznie wysiadać, ale Piotrek złapał ją za rękę. I nie puścił. Cały czas ją trzymał. Na początku było Indze niezręcznie, ale w końcu nawet przytuliła się do Piotra i cicho mówiła 'oby się udało' . Gdy Julek wsiadł do samochodu, z niecierpliwością czekali na relację z rozmowy. Julek powiedział im wszystko tak jak Izie i pojechali pod dom Ingi. Inga mieszkała niedaleko, w małej piętrówce. Dom był ogrodzony żywopłotem. Wysiadła z samochodu, wszystkim powiedziała 'cześć', a Piotrkowi szepnęła na ucho 'zadzwoń' . Gdy weszła do domu, jej mama najechała na nią, że gdzie się szlaja i czemu nic nie mówiła gdzie idzie. Widać, nie tylko Iza miała dziś pechowy dzień...

***

Kamil poszedł z domu Cassie około 23. Napisała sms-a do Izy, jak było, dostała wiadomość na 'trzy kilometry'. Trochę się uśmiała czytając tego sms-a, ale wiedziała, że musi pomóc przyjaciółce, aby obiad się udał. Była 0:00 gdy Cassie poszła do łazienki, umyła się, ubrała w lekką piżamkę i poszła do pokoju. Tam niespodziewanie na łóżku siedział Kamil z różą w ręku. Gdy zobaczył Cassie, uklęknął przed nią
Kamil : nie wiedziałem, jak długo mam czekać, aby Tobie to oznajmić, może się bałem, może wstydziłem, ale pragnę, z całego serca pragnę, zostać z Tobą na zawsze. Czy wyjdziesz za mnie?
Cassie : Kamil, po pierwsze co ty tutaj robisz, a po drugie, co to za jaja? Założyłeś się z kimś, czy co?
Kamil : Wszedłem oknem. I nie żartuję. Wyjdziesz za mnie?
Z kieszeni wyłożył srebrny pierścionek z diamentowym oczkiem
Cassie : Wyjdę, aczkolwiek nadal wydaje mi się, że mnie nabierasz
Kamil : Nie nabieram cię. Po prostu - kocham cię tak, jak jeszcze nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny
Podeszła do niego, pocałowała go. Jednak nagle usłyszeli kroki na schodach. Kamil pocałował Cassie jeszcze raz i wyszedł na balkon. Cassie ujrzała swojego ojca
tata Cassie : Ktoś był? Z kimś rozmawiałaś ?
Cassie : tatusiu, słuchałam muzyki i podśpiewywałam sobie
tata Cassie : aha, idź już spać kochanie.
Cassie : idę. dobranoc tatusiu
Cassie położyła się na łóżku, nadal nie mogąc uwierzyć w to co widziała. Spojrzała na pierścionek na jej palcu, pocałowała go, powiedziała sama do siebie 'kocham cię' i zasnęła ...

***

W tym samym czasie w domu Wiki i Izy toczyła się rozmowa między panią Marią a dziewczynami. Iza wygarnęła mamie wszystko, oczywiście ubierając to w normalne słowa. Wika pomagała siostrze jak tylko mogła, nagadywała mamie, że ona jakby miała chłopaka, to też by bala się powiedzieć i wogóle. W końcu mama ustąpiła, pozwolila dziewczynom spotykać się z chłopakami, o ile przed spotkaniem będzie wiedziała, a jak z jakimiś nowymi, to chce ich poznać. Czyli dziewczyny wygrały.
Poszły do swojego pokoju, przytuliły się i chyba po raz pierwszy były takie szczęśliwe. W każdym razie napewno Iza. Wika, mimo iż nie chciała mieć chłopaka, podkochiwała się w jednym ze swojej wsi. Chłopak ten był dośc wysoki, trochę lekko przy tuszy, ale dawało mu to urodę tzw.miśka, co Wikę najbardziej kręciło w chlopakach. Miał ciemne oczy i brązowe włosy. Niby czasem spojrzeli sobie w oczy, ale jakoś nie mogli się zgadać. Wika leżała w łóżku i długo myślała o Igorze, nie mogła spać. W końcu popłakała się. Płacz przyspieszył zaśnięcie i Wika wpadła w świat snu, z którego najchętniej czasami by nie wychodziła...
Tagi: rozdział 4
26.08.2010 o godz. 20:47
Julek zabrał Izę na kręgle do Grakuli.
- Za każde zbicie 10 proszę o buziaka! - za śmiał się Julek
- a za kazdą Twoją niestrąconą pstryczek w nos - odparła na to Iza
- Umowa stoi.
Bawili się tak dobra godzinkę, ale Julek był dobrym graczem więc więcej było buziaków niż pstryczków. Po kręglach Julek zabrał ją na spacer, w świetle księżyca, leniwie płynąca rzeka i oświetlone miasto wyglądało bardzo pięknie. Dlatego oboje trwali w bardzo romantycznej atmosferze. Zalegającą ciszę przerwał Julek odwracając Izę przed siebie i patrząc jej w oczy. Zakręciło jej się w głowie. Julek miał takie piękne zielone oczy. Stali tak przez chwilę patrząc sobie głęboko w oczy. Julek objął ją w talii i ich usta się spotkały. To był lekki i namiętny pocałunek, ale wcale nie krótki. Iza czuła się bezpieczna w jego umięśnionych ramionach. Kiedy ją całował, cały świat wydawał się nie istnieć. Gdy oderwali się od siebie Julek odezwał się
- Kochanie musimy porozmawiać.
- o Czym?
- Czy nie sądzisz że twoi rodzice powinni się dowiedzieć o moim istnieniu? Albo nawet mnie poznać?
- Powinni. Ale...
- Wstydzisz się mnie?
- No co Ty! Nie! Po prostu...
- Boisz się jak zareagują?
- Tak...
- No to czas się przekonać. Odwiozę Cię dziś do domu.
- Julek to nie jest dobry pomysł...
- To się dopiero okaże. Kocham Cię i chcę by twoi rodzice to wiedzieli i mi zaufali. Rozumiesz?
- Tak...

***

Inga szła koło nowo poznanego chłopaka bardzo skrępowana. Jak zwykle Iza ją w to wszystko wpakowała, ale no cóż nie mogła ukryć wrażenia że bardzo jej się to podoba. Z jednej strony chciała w końcu kogoś poznać, a z drugiej zrobić coś na przekór jej rodzicom. Bo to co robi raczej by się im nie spodobało. Piotr wydawał się miły. Był przystojny to zauważyła od razu. Ale był też inteligentny, spokojny i rozważny. i Miał takie głębokie brązowe oczy. Zabrał ją po prostu na spacer. Jednak po pół godziny znudziło im się chodzenie więc usiedli na betonowych schodach bulwaru dalej rozmawiając jednocześnie oglądając czerwono-pomarańczowe niebo.
- Czym się interesujesz? - zapytał nagle Piotr
- Gram na Trąbce. Ni i trochę pasjonuję się fotografią.
- Wow nieźle . - uśmiechnął się. - Wiesz bardzo miło mi się dziś z Tobą rozmawiało. Mam nadzieję że dasz się jeszcze skusić na jedno spotkanie. No chyba, że uważasz mnie za nudziarza.
- No co Ty! - zaśmiała się. - jasne że się skuszę!
- To co wymienimy się telefonami?
- Okey. - odpowiedziała rozradowana Inga.
Ledwo zdarzyła zapisać numer Piotra dostała sms'a od Izy 'Wracajcie wracamy. Julek nas odwiezie'
- Muszę już lecieć. Dziękuję Piotrek za spacer. Do zobaczenia.
- Poczekaj odprowadzę Cię.
Serce zabiło jej mocniej.

***

Cassanra skrócie Cassie właśnie szykowała się na spotkanie ze swoim chłopakiem Kamilem. Ale to nie miało być takie zwykłe spotkanie. Kamil przychodził do jej domu na kolację. Pomysł mamy. Bardzo polubiła Kamila i często zapraszała go na kolację czy niedzielny obiad. Ale dzisiaj z kolacji miał tez uczestniczyć tata Cassie co ją trochę niepokoiło. Dochodziła już 19.00 i zadzwonił dzwonek do drzwi. Cassie zbiegła na dół otworzyć drzwi. Stał w nich wysoki, umięśniony chłopak o kruczoczarnych włosach i ciemnoniebieskich oczach. Ubrany w był w zwykłe jeansy, czarny T-shirt i na to biała koszula. Luzak. Ale Cassie bardzo się podobał. Gdy wszedł do domu pocałował ją lekko w usta. - Hej Kochanie.
- Hej ;)
Weszli do środka. Mama Cassie uparła się by kolacje podać w salonie ale Cassie zaprzeczyła i powiedziała że ma być normalnie czyli zjedzą w kuchni. Na początku atmosfera była spięta, tata Cassie milczał, ale badawczo przyglądał się Kamilowi. Nagle się odezwał.
- Czym się zajmujesz?
- Kończę Ekomonik.
- No to będziemy mieć księgowego w rodzinie. Dobrze dobrze.
I tak zaczęła się dyskusja. Miła dyskusja. Gdy razem z mamą posprzątały po kolacji, Cassie porwała Kamila na górę. Jak tylko zamknęła za sobą drzwi przytulił ją do siebie. Odepchnęła go lekko śmiejąc się.
- Chyba będę zazdrosna .
- O Twojego tatę.
- Tak
- Nie ma o co. W gruncie rzeczy wolę Ciebie niż jego. No i jesteś seksowniejsza.
- Głupek.
Pocałował Ją

***

Wiktoria jak zwykle spędzała wieczór samotnie. Nie miała chłopaka, choć jej siostra Iza za wszelką cenę chciała z nią kogoś swatać. Jak zwykle bez skutecznie. Wiktoria chciała sama jakoś trafić na tego 'jedynego' i On musiał być wyjątkowy. Trzymając książkę w rękach patrzyła na księżyc unoszący się na niebie. Odłożyła książkę. Fabuła była wciągająca ale nie miała jakoś specjalnie jej czytać. Bo było w jej przypadku dziwne. Bardzo dziwne. Ubierała się właśnie żeby wyjść na spacer. gdy zauważyła ze na podwórze zajechał samochód. To był samochód Julka. Ale czemu wyjechał na podwórko? Przecież zawsze wysadza Monikę niedaleko domu. A teraz? On wysiadł z samochodu! I szedł w stronę domu. Wiktoria zauważyła cień strachu w obliczu Izy. Wcale jej się nie dziwiła.

c.d.n





Tagi: Rozdział 3
25.08.2010 o godz. 23:19
Następnego dnia Inga wpadła do Izy, godzinę przed planowaną randką Izy z Julkiem, a jej z nowym nieznajomym. Gdy Iza zobaczyła Ingę, omało nie zemdlała z wrażenia.
Iza: Dziewczyno, dżinsy i zwykła bluzka? To ma być randka!!!
Inga: To co z tego.
Iza: Wchodź do domu, zaraz zrobię Cię na bóstwo.
Za chwilę Iza wzieła Ingę w obroty. Umalowała, uczesała i pożyczyła jej sexy tunikę i czarne leginsy. Wszystkim poczynaniom Izy przyglądała się siostra Wiki.
Chwilę przed wyjściem:
Iza: Teraz to wyglądasz ekstra!
Wiktoria: Inguś, Izka miała racje. Z tamtym ubiorem przesadziłaś. Ale teraz jest o wiele lepiej.
Inga: No dobra. Chodźmy już, bo się spóźnimy.
Iza: Ooo... Zobaczysz jeszcze dziś mi podziękujesz mi, że Cię zabrałam.
10 minut poźniej Iza i Ingą były już na miejscu. Chłopaków jeszcze nie było. Nagle słychać z daleka krzyk:
Julek: Hej! Izuś! Inga!
Dziewczyny odwróciły się w stronę chłopaków. Inga omieniała z wrażenia. Z Julkiem był przystojny brunet o ciemnych oczach.
Iza: No hej! (szeptem)Inguś poradzisz sobie. Julek! Idziemy. Spotkamy sie za 2 godziny w tym samym miejscu. Pa!
Inga: Cześć! Jestem Inga.
Chłopak: Hej! A ja jestem Piotr. Mam nadzieję, ze spaceru mi nie odmówisz.
Inga: Jestem za...
Piotr: Zachód słońca zapowiada się piękny, ale nie będzie tak piękny jak Ty.
Wolno ruszyli w stronę wzgórza. cdn.
Tagi: Rozdział 2
23.08.2010 o godz. 20:13
Przedostatniego dnia wakacji Iza zadzwoniła do Cassandy z bardzo ważną wiadomością
Iza : Casse, mam sprawę
Casse : jaką ?
Iza : umówiłam się z Julkiem, ale mama nie może nic wiedzieć, Wika powiedziała, że nie będzie mnie po raz kolejny kryła i mam powiedzieć mamie, a nie mogę. Pójdziesz ze mną na tą randkę? Weźmiesz Kamila i wy będziecie łazić gdzieś tam indziej, a ja z Julkiem też gdzie indziej. Pliiiiis
Casse : Kiedy ?
Iza : Jutro...
Casse : Sorki Izuś, ale my z Kamilem mieliśmy inne plany i niezbyt chciałabym je zmieniać. Pogadaj z Ingą
Iza : Ale Inga sama ma iść ?
Casse : Skołuj jej jakiegoś boya
Iza : Kurdę, ciężko będzie, ale postaram się. Dobra szkoda, że nie możesz. To papa
Casse : papa
Iza cały dzień łaziła po domu jak idiotka, zamulała, nie wiedziała co ma sądzić na temat tego spotkania, na temat pomysłu wzięcia Ingi. Chciała się spotkać z Julkiem, ale sama, ale wiedziała że Inga to jej jedyna nadzieja. Napisała do Julka i opisała cała sytuację, ten powiedział, że tyle skołuje jakiegoś kumpla i dadzą radę. Iza nie była tego taka pewna, wiedziała co Inga sądzi na temat randek w ciemno. Nie dziwiła się jej, bo sama miała podobne zdanie, ale musiała ją jakoś w to wkręcić. W czasie, gdy Iza pisała na gg z Julkiem, do pokoju weszła cicho Wika i zaczęła czytać wiadomości ich. Gdy zobaczyła, co knują wybuchnęła śmiechem
Wiktoria : Ty chyba nie sądzisz, że Inga się na to złapie?
Iza : Wikuś, błagam, pomóż mi. Ostatni raz.
Wiktoria : wiesz, że Ingi nawet ja nie przekonam na coś takiego.
Iza : Ale jak się będziesz starała, to może we dwie byście pojechały, połaziłybyście razem, a ja bym się spotkała z Julkiem
Wiktoria : Po raz kolejny Ci powtórzę. Jestem Twoją siostrą, traktuję Cię jak przyjaciółkę, ale do jakiej cholery ile można ukrywać przed rodzicami chłopaka? Ile można Cię kryć?
Iza : No ale to tylko do września, czyli już ostatni raz...
Wiktoria : A w następne wakacje wejdziesz mi na głowę. Zresztą we wrześniu jak wrócisz za późno, to też będzie podejrzane
Iza : Ale mniej, niż jak mam sama jechać rowerem do wsi obok, żeby się spotkać.
Wiktoria : Iza, daj se spokój i powiedz mamie
Iza : Jakoś Tobie było głupio powiedzieć, że masz chłopaka.
Wiktoria : Ja to inna historia. Nie jestem taka jak ty, więc mama inaczej do tego by pewnie podeszła
Iza : No właśnie, inaczej, bo by zacieszała. Miałaby radochę z tego przez trzy lata, a jak ja mam chlopaka, to się na mnie drze
Wiktoria : Iza, ale nie przesadzasz ?
Iza : Ja? Ty chyba nie widzisz tego jak jest naprawdę! I ja mam powoli tego dość!
Iza wyszła z pokoju, trzasnęła drzwiami, założyła na siebie ocieplaną bluzę, bo mimo iż było lato, wieczory stawały się coraz chłodniejsze i wyszła na podwórko. Założyła słuchawki na uszy, usiadła w miejscu dośc widocznym, żeby rodzice się nie martwili i zaczęła słuchac muzyki.
Wiktoria w tym czasie napisała do Ingi, co Iza knuje. Mimo iż przyjaźniły się we cztery, widać było wyraźną linię między dwoma grupkami przyjaciółek, które dopiero teraz się zżyły razem. Wika przewidując reakcję Ingi powiedziała jej, żeby usiadła i wtedy jej to napisała. Inga jednak zareagowała inaczej - pomysł jej się spodobał, stwierdziła, że już dawno nie umawiała się na randki i z miła chęcią by pojechała... cdn.
Tagi: rozdział 1
23.08.2010 o godz. 19:27
KIWI
historia bez końca.
Skąd: Toruń.
O mnie: hahaha :D Raczej o naszych bohaterkach. Czytaj a dowiesz się, co u nich ciekawego. :)
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 16 godzin 58 minut
  • Napisanych notek: 18
  • Komentował: 3 razy
  • Zebranych komentarzy: 10
  • Ostatni wpis: 31.08.11, 19:43
  • Wpis średnio co: 57 dni
  • Profil odwiedzono: 4880 razy
  • Ilość avatarów: 2
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 29
  • Ostatnie logowanie: 26.09.11, 20:01
  • Ostatnio odwiedzili: Rosie, WerkA96, DEATH, WineHu-Brewery777Technologies, Skyyy, Hamma, sweetdream, gosiak
sekcja użytkownika
cóż tutaj napisać. Opowieść o czterech znajomych/przyjaciółkach, z których każda jest inna i na swój sposób przeżywa pewne sytuacje życiowe. Jednak zawsze mają w sobie wsparcie i zawsze się rozumieją.